🍕 Receptury

Jak nauczyliśmy pizzę być keto.
Historia 84 wersji ciasta.

14 miesięcy w kuchni, 31 typów mąki, 3 wymienione piekarniki, jedna kłótnia z teściową. Ciasto numer 78 to było to. Spisaliśmy całą drogę.

Pizza prosto z drewnianego pieca
Pizza, którą dziś znacie. Ale by tu dotrzeć, musieliśmy przejść przez 77 nieudanych prób.

Kiedy klientka przyszła do nas latem 2023 i powiedziała "Marek, zrób mi pizzę bez ciasta z mąki", spojrzałem na nią jak na kogoś, kto prosi o rower bez kół. "Bez mąki nie ma pizzy" — usłyszała ode mnie. Ale była uparta. Ja byłem leniwy. Poszedłem na kompromis: wziąłem trochę startej mozzarelli, wbiłem jajko, dosypałem mąki migdałowej, którą żona miała w szafce, i wsadziłem do pieca.

To, co wyszło, nazwałem "placek z resztek". Klientka zjadła i zamówiła drugą. Powiedziała, że to najlepsza keto pizza, jaką w życiu jadła.

💡 Wtedy nie wiedziałem, że właśnie zaczyna się 14-miesięczna obsesja, która kosztowała mnie trzy piekarniki, połowę zaoszczędzonych pieniędzy i prawie zdrowy sen. Ale skończyła się recepturą, którą dziś znacie.

Skąd ten cały pomysł

Robię pizzę od osiemnastego roku życia. Najpierw w pizzerii kolegi w Olsztynie, potem trzy miesiące jako stażysta w Neapolu (gdzie nauczyli mnie, że klepiesz, nie wałkujesz), w końcu od 2016 we własnej manufakturze w Warszawie.

Wiem o pizzy wszystko. Albo tak mi się wydawało.

Bo problem z keto pizzą jest taki, że to nie jest pizza. To omlet z serem na talerzu. Albo gumka, którą się da naciągnąć i zawiązać w supeł. Albo — co najgorsze — klin gęsty jak chleb, ale bez smaku chleba.

Próbowałem każdej "fit pizzy" z marketu. Każdej. Wszystkie były złe. Niektóre tak złe, że myślałem, że to przez piec — wkładałem do drewnianego pieca w 450°C — to samo. Tylko mocniej spalone.

Postanowiłem więc, że zrobimy własną. Bez kompromisów. Tak długo, aż nikt — nikt — nie powie "no, jak na keto, to dobre". Ma być po prostu dobre.

v.01–17: zaczynamy z migdała

Pierwsze siedemnaście wersji to były wariacje na temat "ten placek z resztek z lipca". Mąka migdałowa, jajko, mozzarella, sól, do pieca.

"Smakowało jak omlet. Bardzo dobry omlet. Ale to był omlet."

— Notatka z 14 sierpnia 2023, kuchnia, godz. 23:40

Problem był strukturalny. Mąka migdałowa nie ma glutenu, nie ma struktury, nie wiąże. Jak zwijasz ją w kulę, kula się rozpada. Jak rozprowadzasz na kamieniu, rozpływa się jak naleśnik. Jak pieczesz, robi się gąbką, którą można wyżąć.

Wersje 8–13 miały więcej jajka. Wynik: mocniejszy omlet.

Wersje 14–17 miały mniej wody. Wynik: omlet sucharowy.

Po wersji 17. żona powiedziała, żebym się przewietrzył.

v.18–32: pułapka mąki kokosowej

Wszystkie blogi o keto piekły z mąki kokosowej. "Wiąże, lepi, działa cuda" — pisały. Kupiłem 5 kg. Zrobiłem v.18.

Ciasto się zwinęło. Trzymało kształt. Miałem łzy w oczach.

Wjechało do pieca. Wyjechało.

Smakowało jak ciasteczko. Słodko-kokosowe ciasteczko, które miało udawać pizzę. Wbiłeś w to nóż — kokosowo. Nałożyłeś sos pomidorowy — kokosowo z pomidorem. Dodałeś szynkę — kokosowa szynka.

⚠️ Lekcja, którą wtedy się nauczyłem: mąka kokosowa zawsze dominuje. Nawet 10 g w 200 g mieszanki słychać po pierwszym kęsie. Internet kłamie.

Wersje 19–32 to były próby okiełznania kokosa. Mniej, mniej, mniej. Aż w końcu w v.32 było 2 g mąki kokosowej na 200 g — i nadal czuć było. Wyrzuciłem cały worek do śmieci. Żona zdjęła zdjęcie. Mam je do dziś.

v.33–58: gumka, gumka, gumka

Wróciliśmy do migdała. Tym razem + mozzarella jako baza wiążąca. To było faktycznie blisko. Ciasto się zwijało, miało strukturę, zachowywało kształt.

Problem: po wystygnięciu robiło się gumiaste. Naciągasz, ono się ciągnie. Tniesz nożem, ono się broni.

To była najgorsza faza. Każda kolejna wersja wydawała się tą — pierwsza próba, gdy wjeżdżało z pieca, była idealna. Ale po 5 minutach na talerzu — gumka. Po 30 minutach — gumka, którą można było używać do scrapowania kamienia.

  • v.33-40: Mozzarella 100%, jajko, migdał
  • v.41-47: Plus białka jajek (mniej wody)
  • v.48-52: Plus śmietana 36%
  • v.53-58: Plus mascarpone

Wszystkie gumiaste. Gumka.

W październiku 2023, po wersji 58, byłem gotowy odpuścić. Powiedziałem żonie, że to bez sensu. Że zwykła pizza wystarczy. Że ludzie na keto i tak nie kupują pizzy. Że marnuję czas i pieniądze.

"Marek, jeśli teraz odpuścisz, to przez kolejne 10 lat będziesz pluł sobie w brodę za każdym razem, gdy ktoś zamówi keto pizzę u kogoś innego. Idź do kuchni."

— Żona, która jest mądrzejsza ode mnie

v.59–77: psyllium i inne czary

Wróciłem. Wybrałem inną strategię — dodatki strukturalne. Składniki, które nie smakują, ale zmieniają teksturę.

Pierwszym był psyllium husk (łuska babki płesznik). Sproszkowane, bezsmakowe, wiąże wodę i tworzy elastyczność. v.59 z 5 g psyllium na 200 g — przełom. Ciasto nie tylko się trzymało, ale po wystygnięciu nie robiło się gumką. Brzeg chrupał. Środek był miękki.

Ale była jedna wada: pizza pachniała trochę jak siano. Tylko trochę. Ale czuć było.

Wersje 60-72 to było szukanie balansu psyllium ↔ mozzarella ↔ migdał ↔ jajko. Każda kolejna była lepsza, ale nigdy idealna.

Wersje 73-77 dorzucaliśmy: siemię lniane mielone, łuska gorczycy, mąka z chia, otręby pszenne (potem wyrzucone — jednak niestety węgle), agar-agar. Każdy taki dodatek poprawiał coś jednego, psuł coś drugiego.

Po v.77 byłem wykończony. Marzec 2024. Osiem miesięcy. 77 wersji. Czterech klientów ze stałych zaczęło pytać "Marek, kiedy w końcu otworzysz tę keto pizzerię?".

v.78: JEST

v.78 powstała przez przypadek. Tak, naprawdę.

Robiłem v.77 — moją "najlepszą do tej pory" — i kończyła mi się mąka migdałowa. Na pół przepisu zabrakło. Zamiast iść do sklepu (była 22:00), dosypałem zwykłej mozzarelli startej. Pomyślałem: v.77 i tak będzie do śmieci, niech będzie eksperymentem.

Zwinąłem ciasto. Rozłożyłem. Wjechało do pieca.

🎯 Wyjeżdża z pieca. Brzeg chrupie. Ser się ciągnie. Kładę plaster pomidora. Pierwszy kęs.

To. To było to.

Smak — pizzy. Nie omletu. Nie ciasteczka. Nie gumki. Pizzy. Po wystygnięciu — nadal pizzy. Po odgrzaniu następnego dnia — nadal pizzy. Wezwałem żonę. Spróbowała. Powiedziała tylko: "O ja pierdolę."

To była v.78. Mąka migdałowa + dwa rodzaje mozzarelli w cieście (jeden topiony jako klej strukturalny, drugi jako tekstura) + jajko + 3 g psyllium (mniej niż wcześniej) + szczypta soli morskiej. Pieczone w 220°C, nie w 450°C jak zwykła pizza. Niższa temperatura = ciasto się piecze, nie spala.

Zrobiliśmy ją następnego dnia jeszcze pięć razy. Każda była identyczna. To była ona.

Czego nas to nauczyło

Kilka rzeczy, które zostały:

  1. Internet w sprawie keto kłamie. Większość tego, co czytasz, pisze ktoś, kto nigdy tego nie zrobił. Mąka kokosowa NIE jest cudowną zamianą. Białka w proszku nie zastąpią mozzarelli. Ucz się na własnym błędzie.
  2. Najmniejsze zmiany robią największą różnicę. v.78 i v.77 różnią się jednym składnikiem (drugi typ mozzarelli) — a smak jest jak dzień i noc.
  3. Niższa temperatura. Klasyczna pizza piecze się 90 sekund w 450°C. Keto musi się piec w 220°C przez 8-10 minut. Inaczej ciasto się robi spalone, a środek surowy.
  4. Cierpliwość. Gdyby żona wtedy w październiku 2023 nie kazała mi wrócić do kuchni — nie byłoby tej strony.
  5. Klient ma rację. Ta pierwsza klientka, która latem 2023 prosiła o pizzę bez mąki — gdyby ją wyprosił z lokalu — nie byłoby KetoPizza.pl.

Receptura v.78 jest dziś w naszym e-booku. Cała. Krok po kroku. Z proporcjami, czasami, temperaturami, zdjęciami. Jak chcesz spróbować zrobić ją sam — kup go. Albo zamów u nas, my zrobimy.

— Marek

Chcesz spróbować v.78 bez wymiany piekarnika?

Zamów u nas. Świeża, schłodzona, paczkomatem na całą Polskę.

Zamawiam pizzę →

Co o tym myślisz?

Napisz do nas — odpisujemy w 30 minut.

Newsletter

Co wtorek, jeden artykuł.
Zero spamu.

Receptury, kulisy manufaktury, kody promocyjne tylko dla zapisanych.